W moim życiu wciąż tak samo. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem... wloką się zwyczajnie - leniwie, niezmiennie. Ciągle czegoś mi brakuje w życiu. Wciąż wydaję mi się, że mam za mało, choć w rezultacie sama nie wiem, co bym chciała, czego oczekuje od życia i dlatego chyba nie umiem podjąć konkretnych kroków, żeby coś w nim zmienić. Nawet jeśli już się za coś zabiorę, nastawiona "optymistycznie", zazwyczaj nie przynosi to oczekiwanych rezultatów i szybko tracę chęci, żeby działać dalej albo zaczynać coś nowego - innego. Niezmiennie wydaję mi się, że choć już tyle przeżyłam, to nic nie zrobiłam, nic nie wymyśliłam, nic nie osiągnęłam, nikogo nic nie nauczyłam. Pewnie dzieje się tak, bo za dużo od siebie wymagam, nie potrafię doceniać tego, co mam, nie żyję dniem dzisiejszym - nie umiem doceniać chwili i cieszyć się z drobiazgów. Ważne, że w ogóle TO wiem, mimo że nie umiem zmienić siebie. JESZCZE.
Dzisiaj przyszły mi do głowy refleksje, które może poprowadzą mnie w dobrym kierunku - KU ZMIANOM :) Mianowicie, pomyślałam sobie, że każdy z nas ma bardzo wiele, nawet JA (tutaj nowość;)) niezależnie od tego, ile ma pieniędzy, ile przeżył, ile błędów popełnił, ile zrozumiał, a ile nie, gdzie był, gdzie nie był, co wie, a czego nie i bez znaczenia kim jest, a kim już nigdy nie będzie.
Po pierwsze. To, co zostanie w nas. Zawsze w nas pozostaną wspomnienia - dobre i złe przeżycia, wszystkie niepowodzenia i osiągnięcia, czasami bardzo krótkie chwile, ale jakże znaczące, ciągnące się złe passe i nagłe wzloty, czyjeś uśmiechy, poznane osoby - te wartościowe, i te, których nigdy nie chcielibyśmy spotkać, dobre rady przyjaciół i złe życzenia wrogów, nasze najważniejsze decyzje i niepowtarzalne momenty, to, czego żałujemy i to, z czego jesteśmy zadowoleni, no i wiele wieeele innych... Tego nam nikt nigdy nie odbierze. Zresztą, podobnie jak doświadczenia - tego przyjemnego i tego trochę mniej, małego czy dużego, dobrego bądź złego... Jakiekolwiek ono by nie było, jest bezcenne, bo w nas pozostanie.
Po drugie. To, co zostanie po nas w innych. Na zawsze pozostanie w innych dana im przez nas nadzieja - dobre słowo w chwili zwątpienia, pocieszanie w trudnej codzienności, mówienie, że sobie poradzą mimo wszystko, że będzie lepiej, że to tylko zła chwila w ich życiu... Może to banalne, ale jaką daje nadzieję, gdy... nie ma się żadnej. Nasze wspieranie pozostanie w innych na zawsze. Tak samo jak wiedza - ta pokazana na własnym przykładzie naszym czy nienaszym dzieciom lub tym dorosłym, którzy zawsze gotowi są, by się uczyć. Nie mam tu absolutnie na myśli pouczania, lecz pokazywanie własnym życiem, postępowaniem i zachowaniem, jakim warto być w życiu człowiekiem, co się opłaca, a co nie. Nieważne, czy ktoś tą wiedzę wykorzysta, czy będzie postępował w życiu podobnie. Ważne jest, czy nauczy się od nas radości życia, pogody ducha, chęci niesienia pomocy, bycia dobrym człowiekiem - cokolwiek by to dla kogoś nie znaczyło - albo wręcz przeciwnie - zrzędliwości, skłonności do narzekań, braku odwagi lub niechęci z góry do wszystkich i wszystkiego. Ta wiedza przekazywana jest innym nieświadomie. Na podstawie obserwacji naszej osoby inni wyciągają wnioski, czy bycie takim, czy innym człowiekiem jest źródłem przyjaźni, dobrego nastawienia innych ludzi czy uogólniając -życiowego sukcesu. Oczywiście, że nie możemy być tacy, czy inni na siłę, bo niektóre cechy "wyssaliśmy z mlekiem matki", ale przy odrobinie chęci, patrząc i ucząc się od innych, MOŻNA WIELE W SOBIE ZMIENIĆ.
Jest jeszcze mnóstwo rzeczy malutkich i wielkich, które po sobie pozostawimy, a które wcześniej otrzymaliśmy od innych. Bo to, jacy jesteśmy zawdzięczamy innym, ale to, jacy będą Ci inni, którzy widzą w nas nauczycieli, zależy od nas samych. "Czas nas uczy pogody...", ale nie tylko czas - uczą nas niej też inni ludzie. Zatem im wcześniej się jej nauczymy, tym wcześniej będziemy mogli przekazywać ją dalej. Dlatego może już dziś warto założyć na głowę "liliowy kapelusz" :) i bez głębszych zastanowień cieszyć się tym, co wokół - tak po prostu, bez "szukania dziury w całym"... A kiedy nie będzie nam już potrzebny, warto go komuś przekazać. Tylu jest przecież ludzi wokół nas, którym będzie w nim do twarzy :) i jakiś ślad znowu w kimś po nas pozostanie. NA ZAWSZE.